Chorwacja i Maroko szokują – ćwierćfinały MŚ

Ćwierćfinały Mistrzostw Świata w Katarze nie miały prawa nas rozczarować. W czterech starciach, które zadecydowały o tym kto powalczy w półfinałach, doszło do niewiarygodnych zdarzeń na czele z odpadnięciem Brazylii po rywalizacji z Chorwatami. Spójrzmy zatem na te starcia.

Chorwacja – Brazylia (1:1, 4:2)

Widoczna na zdjęciu powyżej drużyna Chorwacji z poprzedniego mundialu mocno się zmieniła, jednak znów trafia do najlepszej czwórki Mistrzostw Świata. Aby znaleźć się w tym elitarnym gronie drużyna Luki Modricia musiała przecierpieć 120 minut z Canarinhos i dopiero w konkursie jedenastek wysłać Brazylijczyków do samolotu powrotnego do Ameryki Południowej.

Statystyki w dzisiejszym futbolu wprawdzie nie są jednoznacznie pozytywne, bo czasami spłycają dyskusje o meczach, ale w przypadku tego spotkania idealnie odzwierciedlają przebieg rywalizacji. Otóż podczas gdy Chorwaci oddali 9 celnych strzałów, w tym jeden celny, to Brazylijczycy oddali aż 21 uderzeń, z których ponad połowa (11) leciała w światło bramki. Canarinhos prawie cały mecz naciskali na rywali, zasłużyli na prawie dwie bramki więcej (2.55 do 0.6 w golach oczekiwanych), a mimo tego dopiero w 106. minucie zdołali objąć prowadzenie.

Wówczas Neymar ładnie przedryblował fenomenalnie broniącego golkipera Dominika Livakovicia i z całej siły wpakował piłkę do pustej bramki. Ledwie dziesięć minut później kompletnie niepilnowany Ivan Perisić swoim golem zapewnił Chorwatom serie jedenastek.

W niej również Brazylijczycy byli bardzo nieskuteczni, podczas gdy ich rywale wykorzystali każdego karnego. Decydujące okazało się uderzenie w słupek Marquinhosa, który chwile po tym wydarzeniu zalał się łzami, podobie zresztą jak duża część jego rodaków.

Choć nieprzyjemnie oglądało się niezwykle zasmuconych obywateli Kraju Kawy, niemniej awans Chorwacji do półfinału to kolejny powód dlaczego te Mistrzostwa Świata zapamiętamy na długo. Czysto teoretycznie rodacy Modricia mają obecnie gorszy skład niż na ostatnim mundialu. Nie przeszkodziło im to jednak w dokonaniu czegoś niesamowitego, a pamiętajmy, że turniej jeszcze się dla nich nie skończył.

Holandia – Argentyna (2:2, 3:4)

Drugie ćwierćfinałowe starcie wprawdzie nie zakończyło się sensacją, niemniej było znakomitym widowiskiem, w którym padło najwięcej goli spośród wszystkich meczów tej fazy MŚ w Katarze. Jak się okazało po jego zakończeniu, był to również ostatni mecz Louisa Van Gaala jako selekcjonera Holandii.

Pierwszą dość dogodną okazją, a w zasadzie pierwszym celnym strzałem było lekkie uderzenie Rodrigo de Paula kilka minut od rozpoczęcia trzeciego kwadransu meczu. Do tego momentu oba zespoły grały ofensywnie, ale źle radziły sobie z finalizacją. Te słowa nie pasują do Nahuela Moliny, strzelcy pierwszego gola. Przy trafieniu 24-latka kluczową rolę odegrał nie kto inny jak Leo Messi.

Kapitan reprezentacji Argentyny był widoczny w każdej akcji ofensywnej swojego zespołu i samemu miał kilka okazji do wpisania się na listę strzelców. W pierwszej połowie było to m.in zbyt lekkie uderzenie prawą nogą, a w drugiej połowie był bliski zdobycia fenomenalnego gola z rzutu wolnego. Messiemu finalnie udało się trafić do siatki w 73. minucie, kiedy wykorzystał rzut karny przyznany po faulu na Acuñi.

Dziesięć minut przez zakończeniem regulaminowego czasu gry mogliśmy być przekonani, że Argentyńczycy gładko przejdą do półfinału. Te plany pokrzyżował im Wout Weghorst, strzelec dwóch bramek w samej końcówce meczu. Szczególnie drugie trafienie zawodnika, o którym po meczu źle wypowiedział się Messi, przyniosło wiele emocji, bo padło w dosłownie ostatniej akcji doliczonego czasu.

W dogrywce było jednak gołym okiem widać, że to Argentyńczycy zasługiwali na awans. Byli nieskuteczni, bo żaden z siedmiu oddanych strzałów nie wpadł do siatki, ale sprawiali zdecydowanie lepsze wrażenie z gry. Pozytywny impuls wywarło wprowadzenie na boisko aktywnego pod bramką rywala Lautaro Martineza, a i Dużo Fernandez był bliski pięknego gola z dystansu.

Możliwe że ciągła ofensywna gra podopiecznych Lionela Scaloniego i napieranie na Holendrów wpłynęło odpowiednio na zawodników obu drużyn przed konkursem rzutów karnych. W dość pewnym stylu wygrali je właśnie zawodnicy z Ameryki Południowej, a jedenastkę decydującą o grze w półfinale zdobył Lautaro Martinez.

Po zakończonym spotkaniu doszło do nieoczekiwanej sytuacji, kiedy Messi nie podał ręki Werghostowi. Holender skomentował to przy okazji rozmów pomeczowych, na co odpowiedział 7-krotny zdobywca Złotej piłki.

Wout Weghorst prowokował nas, mówiąc różne rzeczy. Szanuję wszystkich, ale tylko wtedy, kiedy oni szanują mnie. Nie powinienem był tego robić, ale to są mistrzostwa świata. Gramy o najwyższe cele, dlatego czasem emocje biorą górę.

Leo Messi

Ta sytuacja nie zmienia jednak faktu, iż Messi zagrał świetny mecz i jego rodacy awansowali w dużym stopniu dzięki jego postawie. Rozpędzona Argentyna ma swoje problemy, co pokazała w końcówce drugie połowy meczu z Holandią, ale jak na razie jest moim faworytem do wygrania mundialu.

Maroko – Portugalia (1:0)

Chorwacja eliminując przymierzanych jak zawsze do złota Brazylijczyków dokonała czegoś niemożliwego. Mimo tego, absolutnie największą sensacją tego turnieju jest kadra Maroko. Po pokonaniu Belgów i Hiszpanów tym razem wygrali z Portugalią, i to w dodatku znów bez straty gola.

Sama jakość czysto piłkarska była oczywiście po stronie tej europejskiej drużyny, o czym mogliśmy przekonać się w pierwszym kwadransie. Dwóch dogodnych okazji nie wykorzystał wówczas Joao Felix, który od czasu pierwszego meczu z Ghaną nie zdobył żadnego gola.

Maroko wprawdzie nie było z początku tak bliskie pokonania bramkarza rywali, niemniej znakomicie wykorzystywało swoją mocną stronę – grę na skrzydłach (a szczególnie lewym) oraz dośrodkowania. Korzystając z właśnie tych rozwiązań Afrykańczycy stwarzali sobie najlepsze okazje. Jedną z nich w 41. minucie wykorzystał Youseff En-Nesyri, który wyskoczył na wysokość aż 278 centymetrów i zdobył gola głową.

W drugiej części meczu obraz meczu był taki, jaki mogliśmy się tego spodziewać. Portugalia próbowała wyrównać, dlatego częściej utrzymywała się przy piłce (wg. sofascore przez 82% czasu!) oraz oddawała więcej strzałów. Mimo znakomitych uderzeń Bruno Fernandesa czy Joao Felixa, Bono zachował tego wieczoru czyste konto. Marokańskiego golkipera z Sevilli nie pokonał również Cristiano Ronaldo, który został wpuszczony w końcówce meczu i nie wykorzystał jednej dogodnej okazji do wyrównania.

Afrykański zespół jak zawsze znakomicie czuł się w kontratakach i tylko nieskuteczność sprawiła, że nie wygrał tego pojedynku dwa lub może nawet trzy do zera. Oczywiście kibice Maroka nie mają prawa do narzekania, ponieważ finalnie ich bohaterowie awansowali do półfinału jako pierwsi reprezentanci Czarnego Lądu.

To całkowicie naturalne, że w pojedynku z Francuzami Hakim Zyiech i spółka będą underdogiem, jednak cały mundial pokazuje, że w takich starciach nie zawsze wygrywa wyżej notowany zespół.

Anglia – Francja (1:2)

Kończąca fazę ćwierćfinałów potyczka Synów Albionu z Trójkolorowymi była podobna do ostatniej rywalizacji o punkty tych zespołów – remisu 1:1 z fazy grupowej Euro 2016. Spotkanie to było bowiem bardzo wyrównane i Hugo Lloris tak samo jak sześć lat temu musiał jeden raz wyjąć piłkę z siatki.

Sam początek tego pojedynku był jednoznacznie lepszy dla Mistrzów Świata z 2018 roku. Francuzi zdecydowanie częściej utrzymywali się wtedy przy piłce i napierali na Anglików. Już w 17. minucie tego meczu doczekaliśmy się otwarcia wyniku, bo wówczas 22-letni Aurelien Tchouameni silnym strzałem z 25. metra pokonał Jordana Pickforda.

Ten zimny prysznic świetnie wpłynął na podopiecznych Garetha Southgate’a, bo do końca pierwszej połowy to oni przejęli inicjatywę. Dwie okazje miał Harry Kane, w tym jedną z nich był bardzo silny strzał w okolice okienka, który wybronił jego wieloletni kolega z Tottenhamu, czyli Hugo Lloris. Osiem minut od zdobycia pierwszego gola Harry Kane był również faulowany w polu karnym, za co sędzia po konsultacjach z VARem nie zdecydował się przyznać jedenastki.

Jeszcze lepiej Synowie Albionu wyglądali w drugiej połowie. Anglicy odważnie nacierali na bramkę rywali, co w 52. minucie skutkowało jedenastką odgwizdaną po faulu na Bukayo Sace. Karnego pewnie wykorzystał Kane, który doprowadził tym samym do wyrównania rezultatu.

Od tego momentu spotkanie stało się jeszcze ciekawsze, bo obie ekipy były bliskie objęcia prowadzenia. Dobry strzał głową oddał Harry Maguire, a jeszcze lepszą okazję zmarnował Olivier Giroud. Co najważniejsze, napastnik Milanu ledwie 30 sekund od nie wykorzystania dogodnej okazji strzelił ostatniego gola tej rywalizacji uderzeniem głową.

Mimo tego niefortunnego dla Anglików obrotu spraw, w 84. minucie ich kapitan miał doskonałą okazję do wyrównania. Harry Kane uderzając zbyt wysoko w końcówce meczu zmarnował jednak rzut karny podyktowany po faulu Theo Hernandeza na Masonie Mouncie. Wprwadzie los uśmiechnął się do Synów Albionu, bo w ostatniej akcji meczu mieli oni rzut wolny z małej odległości, jednak Marcus Rashford uderzył minimalnie nad poprzeczką.

Po fantastycznym widowisku i dobrym występie obu reprezentacji Francuzi meldują się w półfinale. Wprawdzie aktualny król strzelców, Kylian Mbappe nie zagrał w sobotę dobrego spotkania, jednak jego koledzy zrobili to za niego.

Przed nami już tylko cztery ostatnie mecze, które odbędą się w tym tygodniu. Aby nie przegapić tych spotkań, zapraszam do zakładki „Mecze Tygodnia”, w których znajdziecie rozpiskę najciekawszych spotkań, do jakich dojdzie w najbliższym czasie.

Najwięcej goli: Kylian Mbappe (Francja) – 5
Najwięcej asyst: H. Kane (Anglia), A. Griezmann (Francja), B. Fernandes (Portugalia) – 3
Najwięcej czystych kont: Jordan Pickford (Anglia), Bono (Maroko) – 3
Najwięcej strzelonych goli (reprezentacja): Anglia – 13
*Najmniej straconych goli (reprezentacja): Maroko – 1

*spośród drużyn wciąż grających na mundialu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *