Zadanie (jak na razie) wykonane – wrześniowe mecze Polski w LN

Wrześniowe mecze ze Szkotami i Chorwatami nie były łatwe, co było widać po wynikach i stylu gry naszej reprezentacji.

Wynik lepszy niż gra

2:3

Wyjazdowa rywalizacja ze Szkotami była pierwszym meczem reprezentacji Polski po Mistrzostwach Europy. Potyczka z Wyspiarzami była naprawdę istotna, ponieważ to z tą ekipą będziemy rywalizować o utrzymanie się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Dlaczego to w ogóle ma znaczenie? Bo to pozycja w LN determinuje z którego koszyka losowane są drużyny w wielkich turniejach. Innymi słowy, jeśli utrzymamy się w swojej grupie LN, to będziemy mieli się łatwiej na Mundialach i Euro.

Warto dodać, że jest to pierwsza edycja, w której zajęcie 3. miejsca w grupie nie daje pewności utrzymania w danej dywizji. W razie skończenia fazy grupowej na tej lokacie, awansuje się do baraży, które dopiero wyłaniają szczęśliwców, którzy nie spadną do niższej dywizji.

W naszej grupie poza Szkocją, mierzymy się również z Chorwacją i Portugalią. Nie trzeba się zatem rozwodzić nad tym, że to ze Szkotami będzie najłatwiej zawalczyć o cenne punkty.

Tym razem o ile udało się je wywalczyć, to na pewno nie było łatwo.

Za nami bardzo cenne zwycięstwo z rywalem, z którym ostatni raz wygraliśmy w latach 80. Ponadto wygraliśmy na trudnym terenie przeciwko drużynie z podobnej półki do tej naszej. To wszystko prawda, jednak poza udanym wynikiem należy też wyodrębnić styl, w jakim go zdobyliśmy. Trudno bowiem być z niego całkowicie zadowolonym.

Trzy zdobyte bramki musimy zapisać na plus. Na początku meczu Sebastian Szymański znalazł wolne miejsce przed polem karnym i z dystansu znakomicie wykorzystał ten błąd gospodarzy. Później końcem pierwszej i drugiej połowy Nicola Zalewski przebojowo dryblował, a spóźnieni obrońcy dwukrotnie go faulowali we własnym polu karnym. Pierwszą jedenastkę wykorzystał Robert Lewandowski, a drugą sam poszkodowany, czyli właśnie Zalewski.

W pierwszej połowie może Szkocja prowadziła grę, ale nie przyniosło to wymiernych efektów. My z kolei stworzyliśmy dwie sytuacje i zdobyliśmy dwie bramki.

~ Robert Lewandowski

Nie możemy jednak zapomnieć, że trzy akcje bramkowe były efektem indywidualnych zrywów, a nie akcji podaniowych czy konkretnych pomysłów na grę w ataku. Oczywiście różnie strzelone gole na końcu liczą się tak samo, jednak długofalowo lepiej nie polegać wyłącznie na indywidualnościach, bo gdy one są gorzej dysponowane, to pojawia się spory kłopot.

W rywalizacji ze Szkotami trudno było mówić o szczególnym pomyśle na rozgrywanie akcji. Owszem, w linii pomocy mieliśmy bardzo kreatywnych zawodników (trio Urbański, Zieliński i Szymański), ale nie funkcjonowała ona poprawnie. Osamotniony Zieliński grał zdecydowanie niżej niż jego koledzy z formacji i z reguły miał problem z dostarczeniem im piłki.

Poza tym, pamiętajmy, że pomocnik Interu i Kacper Urbański mają problemy z regularną grą w klubie, co było widoczne na Hampden Park w Szkocji.

Z tych powodów mimo spektakularnie wyglądającego środka pola, rzadko kiedy tworzył on sprawne akcje w ataku. Z drugiej strony był on na tyle ofensywnie skrojony, że brakowało też odbiorów w środku boiska i to Szkoci górowali w tym elemencie.

skład Polski ze Szkocją

Ponadto, nie najlepiej funkcjonowała ostatnia linia, czyli obrona. W pierwszej części meczu najgorzej wyglądał Kuba Kiwior. Rezerwowy Arsenalu wyglądał niepewnie, raz zdarzyło mu się podać do rywala w groźnej sytuacji, a innym razem zupełnie nie pokrył napastnika rywala, Lyndona Dykesa. Stoper zapracował sobie na zmianę, dlatego słusznie drugą część spotkania siedział na ławce rezerwowych.

Obie stracone bramki padły, gdy Kiwiora już nie było na murawie. Były one efektem mizernej postawy obronnej, w której słabo funkcjonował zarówno doskok do rywala, jak i przechwyt samej piłki. Problem w tym, że Szkoci to nie Brazylia, ich postawa ofensywna nie była jakaś znakomita. Obrona biało-czerwonych prezentowała się jednak gorzej.

Po meczu, w którym wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą i prowadziliśmy 2-0 jest nagle 2-2. Cieszy bardzo, że potrafiliśmy postawić kropkę nad „i”. Najwidoczniej u nas w reprezentacji nie może być zbyt spokojnie. (…) Dzisiaj moim zdaniem to my sami stworzyliśmy sobie trochę problemów, ale bardzo ważne, że potrafiliśmy wyjść z tego.

~ Robert Lewandowski

Jak jednak wszyscy dobrze wiemy, mecz nie zakończył się remisem. W trudnym momencie udało się pokazać charakter zespołu i wywalczyć zwycięstwo. Doceniłbym ten element, bo podobnie jak w marcu z Walią (0:0, 5:4 w karnych) i w sparingu przeciwko Turcji (2:1) podopieczni Michała Probierza znów w końcówce odnieśli wygraną.

Bardzo się cieszę, że drużyna wróciła do rytmu i zdołaliśmy odwrócić wynik meczu. Ta drużyna się buduje. Jest sporo nowych osób. Ze zgrupowania na zgrupowanie się docieramy i myślę, że wygląda to lepiej. 

~ Sebastian Szymański

Indywidualnie zaimponował Zalewski, delikatnie na plus wyróżnił się Sebastian Szymański, a najwięcej pretensji można mieć do Kiwiora, Frankowskiego i Piątka.

Profesor Luka Modrić

1:0

Oczywistym było że potyczka z Chorwatami, również rozgrywana na ich terenie, nie będzie należała do najłatwiejszych. Według rankingu FIFA to w końcu 12. reprezentacja światowego futbolu (my plasujemy się na 28. pozycji), która tylko w dwóch ostatnich latach awansowała do finału Ligi Narodów i zajęła trzecie miejsce na Mistrzostwach Światach.

Mimo finalnego wyniku na murawie gołym okiem było widać, który z zespołów pracuje ze swoim szkoleniowcem siedem lat, a któremu selekcjonerowi za niedługo minie pierwsza rocznica pracy w kadrze.

Jak widać na powyższym obrazku, w obu wrześniowych reprezentacyjnych meczach wyszliśmy w takim samym zestawieniu środkowej linii. Podobnie jak w starciu ze Szkotami, nie przełożyło się to jednak na kreatywność drużyny i masowe tworzenie akcji bramkowych.

Duże sytuacje: 0-2 (Chorwacja – Polska)
Strzały: 23-11
Strzały celne: 6-2
Podania: 619-409
Posiadanie piłki: 61%-39%

W utrzymaniu piłki biało-czerwoni wyglądali jednak kiepsko. Bardzo rzadko było widać akcje podaniowe z użyciem naszych pomocników, mimo że mieli być naszym największym atutem. Urbański czy Szymański nie byli przesadnie chętni do rozegrania, dlatego trudno było uspokoić grę i wyprowadzić składną akcję.

Ich postawa kontrastowała choćby z postacią Luki Modricia, który zagrał wybitne spotkanie. Chorwata nie musimy chwalić za dyspozycję tylko w kontekście długowieczności, bo ma na karku aż 39 lat. Pomocnika Realu Madryt należy chwalić za znakomitą grę, a nie pesel, bo non stop pomagał kolegom w rozegraniu i wydawało się, że jest na całym boisku, bo tak szybko się po nim poruszał.

O laureacie złotej piłki z 2018 roku sporo mówi, iż w tym meczu miał więcej kontaktów z piłką niż cała trójka polskich pomocników (135 do 123: źródło).

To właśnie on zdobył jedynego gola tego meczu, gdy ślicznym strzałem z rzutu wolnego pokonał Łukasza Skorupskiego. Wydaje mi się, że bramkarz Bolognii nie zachował się najlepiej, ale w tej sytuacji mówiłbym raczej o doskonałym uderzeniu Modricia, a nie wpadce Polaka.

Z racji na mizerną postawę pomocników, piłka trafiała na boki. Na lewym Zalewski znów dał sporo pozytywnych impulsów, był najlepszy ze swojej kadry. Czasami grał ryzykownie, ale to do zaakceptowania, gdy ma się zawodnika, który potrafi pokazać charakter i dorzucić do niego niemałe umiejętności piłkarskie.

Na drugim boku Kamiński zagrał poprawnie, jednak bez fajerwerków.

Defensywa prezentowała się na średnim poziomie, ale też nie całkowicie najgorszym. Problemem myślę że była mała asekuracja ze strony pomocników, ale nasi obrońcy i bez tego elementu mieli problemy z upilnowaniem rywali.

Z przodu Lewandowski był długo niewidoczny, jednak w końcówce wywalczył sobie znakomitą sytuację, której jednak nie udało mu się wykorzystać. Mateusz Bogusz natomiast zaliczył niełatwy debiut, z którego trudno mu będzie wyróżnić konkretne pozytywy.

Nie jestem typowym zawodnikiem fizycznym, dzisiaj była taka gra, trzeba było dużo piłek zbierać i trzeba było powalczyć. Łatwo nie było, ale zrobiłem wszystko co mogłem. Starałem się schodzić po piłkę, nie zawsze ją dostawałem. Ciężko oceniać, bo to był mój pierwszy mecz, nie do końca rozumieliśmy się z Robertem Lewandowskim, ale myślę, że ze zgrupowania na zgrupowanie będzie coraz lepiej.

~ Mateusz Bogusz

Spotkanie z Chorwatami chociaż zakończyło się tylko jednobramkową porażką, to różnica między zespołami była dużo większa niż wskazuje na to sam wynik. Fakt, zawodnicy Michała Probierza potrafili doprowadzić do kilku dogodnych sytuacji (jak te Lewandowskiego czy Świderskiego z drugiej połowy). Na parę znakomitych okazji gości przypadło niemniej wiele bardzo dobrych szans gospodarzy. Jedni i drudzy nie szaleli jednak skutecznością.

Nasi rywale górowali w kwestii tworzenia akcji bramkowych, ale nie rozsądnym jest przesadzanie w drugą stronę i głoszenie, że najsprawiedliwsza byłaby ich wygrana 5:0.

Polacy mieli parę sprawnych akcji podaniowych, ale brakowało w nich jednego celnego podania albo wykończenia. Przede wszystkim podobnie jak ze Szkotami, biało-czerwoni nie zarażali pewnością siebie i odwagą, a właśnie tego należy od nich oczekiwać.

Podobnie w okolicach własnej bramki – defensywa tradycyjnie miała ręce pełne roboty, z której nie wywiązywała się najlepiej. W okolicach 45-60 minuty meczu podopieczni Probierza całkowicie oddali futbolówkę Chorwatom i pozwalali im na regularne pojedynkowanie się z Łukaszem Skorupskim. To wstydliwy fragment meczu, w przyszłości lepiej starać się stawiać opór rywalowi, a nie pozwalać mu na ostrzeliwanie bramki.

Za mało agresywnie na połowie przeciwnika, nie potrafiliśmy się płynnie utrzymać przy piłce, tego nam zabrakło, nie stworzyliśmy jakiś groźnych sytuacji. (…) My chcemy grać ofensywnie (…) Taka gra grozi jakimś tam niebezpieczeństwem, stratą, ale nie ma innej drogi, od tego nie ma co odchodzić. Nie poddajemy się, nie szukamy winnych, taki jest sport i trzeba godnie przyjąć porażkę.

~ Michał Probierz


Minione zgrupowanie z całą pewnością nie było najgorsze na polu wyników. Bilans trzech zdobytych i straconych goli w wyjazdowych potyczkach ze Szkotami i Chorwatami nie daje powodów do wstydu. Zwycięstwo z rywalem z naszego poziomu było obowiązkiem, a potyczka z faworytem nie należała do największych kompromitacji.

Poza znakomitym Zalewskim, pozytywnie wyróżniającym się Walukiewiczem trudno jednak o pochwały indywidualnych zawodników. Brakowało również rozegrania w środku pola, konsekwentnej odwagi w ofensywie, a w obronie zbyt łatwo rywale przejmowali inicjatywę w okolicach naszego pola karnego.

Za nami poprawne zgrupowanie, z którego Michał Probierz i jego sztab mogą wyciągnąć parę wniosków. Już za miesiąc przekonamy się czy dzięki nim coś ulegnie poprawie.

Luka Modrić to jest mistrz, chyba najlepszy zawodnik świata, strzelił pięknego gola, gratulacje dla niego. Szkoda, że nie wywieźliśmy stąd punktu, ale głowy do góry i czekamy na październikowe mecze. Ciężko na gorąco powiedzieć, ale myślę, że Chorwaci wygrali zasłużenie, mieli parę dobrych sytuacji. (…) Umiejętności mamy, z trenerem Probierzem jest coraz lepiej, jest progres i mam nadzieję, że w październiku zdobędziemy ważne punkty.

~ Łukasz Skorupski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *