Kolejna remontada Realu – półfinały LM

Jesteśmy świeżo po rewanżowych półfinałach Ligi Mistrzów i wiemy już kto zmierzy się w wielkim finale. W jaki sposób Liverpool drugi raz pokonał Villarreal i jak to możliwe, że Real Madryt dokonał kolejnej remontady?

  Villarreal – Liverpool
 (2 – 3)

Wynik dwumeczu: 5:2 dla Liverpoolu

Mimo że faworyci tego starcia drugi raz pokonali Villarreal, tak po pierwszej połowie wydawało się, że dojdzie do comebacku hiszpańskiego zespołu.
Żółta Łódź Podwodna doskonale rozpoczęła rewanżowy półfinał, bo już w trzeciej minucie meczu pierwszego gola zdobył Boulaye Dia. Senegalski napastnik, dla którego było to pierwsze trafienie od ponad dwóch miesięcy wpakował piłkę do pustej bramki po podaniu Etienna Capoue.

Podopieczni Unaia Emerego nie chcieli się zatrzymać i dość niespodziewanie przejmowali inicjatywę. Zawodnicy w żółtych koszulkach wydawało się, że dzięki grze na swoim obiekcie dostali jakiś ogromnych zasobów siły.
Jej wyraz kolejny raz dali w 41 minucie, kiedy Etiene Capoue posłał piękne dośrodkowanie, które wykorzystał Francis Coquelin.

Mogliśmy myśleć, że pierwsza połowa to dopiero przedsmak trzeciej, zapewniającej awans bramki Villarrealu, jednak ta nie padła do końca tej rywalizacji.

Liverpool po piętnastominutowej przerwie wrócił zdecydowanie silniejszy. Możemy być pewni, że pomiędzy dwoma połowami Jurgen Klopp wygłosił jakąś motywacyjną mowę do swoich piłkarzy, która szybko dała dobre skutki.
The reds jakby obudzili się i zaczęli wykorzystywać słaby punkt Villarrealu – bramkarza Geronimo Rullego. Podobnie jak w pierwszym meczu zawodnicy z Anfield oddawali bardzo dużo strzałów (w drugiej połowie było ich w aż 13), aby w końcu zdobyć bramkę dającą awans.

Ten wyczekiwany przez kibiców gości gol padł w 62 minucie, kiedy Fabinho silnym strzałem w środek bramki pokonał G. Rullego.
Trafienie Brazylijczyka sprawiło, że drużyna Kloppa wrzuciła kolejny bieg i w kolejnym kwadransie strzeliła kolejne dwa gole.
Autorem pierwszego z nich był sprowadzony zimą Luis Diaz, który głową wykorzystał podanie Trenta Alexandra Arnolda.

Kropkę nad i postawił będący w świetnej formie Sadio Mane. Senegalczyk idealnie wykorzystał wysoko wysuniętą obronę rywala, ponieważ po okiwaniu bramkarza i obrońcy rywali wpakował piłkę do pustej bramki. Myślę, że na dzisiaj Mane obok Karima Benzemy jest najbliżej zdobycia złotej piłki za obecnie trwający sezon.

W tym miejscu musimy pożegnać Villarreal. Dokonania tego niepozornego zespołu będziemy wspominać przez jeszcze długi czas. Nawet w meczu z Liverpoolem podopieczni Emerego byli w stanie przekonać kibiców, że może dojść do kolejnej sensacji z ich udziałem. Mimo że do niej finalnie nie doszło, to warto pochwalić całą tą drużynę za wyeliminowanie Juventusu i Bayernu. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zapraszam do niedawnego tekstu o tym zespole.


Najlepszymi zawodnikami na boisku byli Etienne Capoue, Sadio Mane, Naby Keita i Luis Diaz.
Finalnie Liverpool awansował do finału, w którym (jak widać na poniższej grafice) wystąpią po raz trzeci w ciągu ostatnich pięciu lat. W tym jakże ważnym meczu podopieczni Kloppa zmierzą się z Realem Madryt, o którym piszę poniżej.

.

 Real Madryt – Man City 
(3 – 1)

Wynik dwumeczu: 6 – 5 dla Realu Madryt

Na Santiago Bernabeu doszło do rzeczy niewyobrażalnej – kiedy wszystko wskazywało na zwycięstwo Manchesteru City, podopieczni Ancelottiego zdołali dokonać kolejnej remontady.

Nim jednak do tego doszło, mecz był z początku wyrównany. Lepiej w tą rywalizację weszli gospodarze, którzy przez pierwsze 15 minut naciskali na Man City. W tym czasie najlepsze okazje do zdobycia gola miał Karim Benzema, lecz Francuz nie mógł się przełamać.

W późniejszym czasie inicjatywę zupełnie przejęli gracze z Manchesteru. Podobnie jak w pierwszej rywalizacji między tymi drużynami, podopieczni Pepa Guardioli po prostu wyglądali na lepszych. Już w pierwszej połowie zawodnicy drużyny gości oddawali dużo strzałów, niemniej żaden z nich nie pokonał Thibauta Courtoisa.

Początek drugiej połowy również należał do obywateli, lecz przez długi czas nie zdobyli oni żadnego gola. The citizens przełamali się dopiero w 73 minucie, kiedy podczas kolejnego ataku znakomitym strzałem popisał się Riyad Mahrez. Wówczas wydawało się pewnym, że to gracze Guardioli drugi raz z rzędu zameldują się w finale.

W drugiej połowie meczu Carlo Ancelotti wpuścił na boisko trójkę graczy – Rodrygo, Asensio i Eduardo Camavingę. Kiedy nastała końcówka tej rywalizacji, zawodnicy królewskich wrzucili kolejny, wysoki bieg. Z tego powodu Rodrygo w 90 minucie meczu wykorzystał podanie Karima Benzemy i doprowadził do remisu 1:1. Zaledwie minutę później Brazylijski skrzydłowy po strzale głową dał swojej drużynie prowadzenie i tym samym Rodrygo skompletował dublet.

Dwa trafienia tego zawodnika doprowadziły do dogrywki. W 95 minucie po faulu Rubena Diasa Karim Benzema wykorzystał rzut karny i ukończył comeback królewskich. Mimo że mecz po trafieniu Francuza trwał kolejne 25 minut, to City już prawie nie tworzyło żadnego zagrożenia.

To, co stało się na Santiago Bernabeu było nieprawdopodobne. Manchester City mimo że grał zdecydowanie lepiej zarówno w pierwszym jak i w drugim meczu, nie dał rady zatrzymać rozpędzonego Realu. Królewscy dokonali wczoraj trzeciej remontady, po wyeliminowaniu w spektakularnych okolicznościach PSG i Chelsea.

Największymi bohaterami tego meczu określiłbym Thibauta Courtoisa, Daniego Carvajala i Rodrygo. Każdy z tych piłkarzy dał od siebie naprawdę wiele, co umożliwiło ten sukces Realu.

Niestety tam gdzie ludzie rozpływają się nad majstersztykiem Carlo Ancelottiego, tam zaczynają dość słusznie krytykować Pepa Guardiolę. Możliwe, że kataloński menedżer nie będzie chciał przedłużać kontraktu, a wręcz zerwie go po tym sezonie. Ktoś dokopał się nawet poniższych słów sugerujących, iż nad 51-latkiem ciąży jakaś klątwa.

Fakt, że Guardiola zakończył karierę Toure w Manchesterze City, nie jest błędem, tylko przestępstwem. Ale karma wróci. Jestem pewien, że afrykańscy szamani nie pozwolą Guardioli wygrać Ligi Mistrzów. To będzie jego afrykańskie przekleństwo.

~Agent Yayi Toure w 2018 roku

Przypomnijmy, że Guardiola już szósty sezon nie jest w stanie wygrać Ligi Mistrzów jako trener Man City, co jest niezwykłym ewenementem.

Z drugiej strony możemy pogratulować Carlo Ancelottiemu za wejście do finału LM świeżo po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii. Włoski menedżer sprawił, że królewscy mają umiejętność powrotu w ostatnich minutach meczów. Teraz tylko pozostaje nam pytanie: Skoro Manchester City nie zdołał zatrzymać Realu, to czy Liverpool zdoła sprostać temu wyzwaniu?
Odpowiedź na to pytanie poznamy 28 maja, kiedy dojdzie do finału LM.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *